piątek, 30 sierpnia 2013

#8 Przypadki chodzą po ludziach.

Przez ostatnie  tygodnie  widziałam się z Pawłem jakieś 3 razy, a spowodowane jest to jego treningami przed Mistrzostwami Europy.  Pomimo tego widzę jak się stara. Kiedy tylko może dzwoni i wypisuje wiadomości.  Kto wie, może mama miała rację? Ja w każdym razie potrzebuje czasu. W pracy wszystko idzie pełną parą, bo sezon ligowy zbliża się wielkimi krokami i razem z Pauliną mamy coraz więcej załatwień, pisania, sprawdzania, dzwonienia i tego typu rzeczy.

- Załatwiłem trzy vipowskie wejściówki. Moje Panie, Mistrz Mariusz jest wielki i już możecie dziękować mu za jego wyczyn jakim jest zdobycie tych bilecików.
- Kochanie, przypominam ci, że to nie wyczyn tylko twoje znajomości.  - Paulina puściła oczko w stronę zbulwersowanego jak małe dziecko męża.
Uwielbiam te ich małżeńskie docinki. Obydwoje są dla siebie stworzeni. 


- A ty Bartodziejska będziesz skazana na nasze towarzystwo. Trzecia wejściówka jest dla ciebie.
- Ale głupio mi tak…

- Głupio to ty teraz gadasz! Możemy się ewentualnie zrzucać na paliwo i zmieniać, kto w jaki dzień będzie jechał. - Mariusz nie dawał za wygraną, a jego żona Patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem.
- Dobra państwo Wlazły. Namówiliście mnie. Niech stracę





*
Pomimo promieni słońca przedostających się przez niedociągnięte do końca żaluzje w połowie września moje samopoczucie z chwilą wstania z łóżka jest co najmniej tragiczne. Nie powinnam jeść wczoraj tego zestawu z McDonalda , chociaż był dobry, ale to może właśnie on mi zaszkodził. 
- Dominika! Aleś blada!
- Chyba się czymś zatrułam.
- Maciek bacznie obserwował każdy mój ruch.
- Nie wyglądasz najlepiej. Powinnaś zostać w domu, bo pewnie do lekarza nie będziesz chciała pójść i wziąć coś. Albo wiem! Napić się ziółek!
- Chyba sobie żartujesz, tyle roboty w pracy, a ja mam tkwić bezczynnie w łóżku? Zapomnij!


*

- Nie wyglądasz najlepiej.  Średni moment wybrałaś na złe samopoczucie, ale chyba powinnaś zostać w domu.
- Paulina!
- Dobra, nic nie mówię. Męcz się.


Faktycznie. Wyjście od Maćka nie było dobrym pomysłem. W ciągu dwóch godzin zaliczyłam dwie rozmowy z toaletą. Jakimś cudem dotrwałam  do 17,  ale przerażał mnie fakt, powrotu do domu na weekend i spotkania się z dziewczynami. Poprosiłam wujka o podwózkę do dziadków, bo u siebie jak zwykle nie miałam żadnych leków z wyjątkiem Rutinoscorbinu.
Po 19 doczołgałam się na trzecie piętro. Mój widok nieco zmartwił rodziców i dziadków. Babcia od razu zaparzyła mi jakiejś herbaty, a mama rozścieliła łóżko w moim dawnym pokoju, jakbym co najmniej ja, 25 letnia kobieta, nie dała sobie z nim rady.

- Szkoda jej. Ciężko pracowała ostatnio. Może to z przemęczenia. - skomentował tato siedząc w kuchni i czytając jakiś dziennik.
- Wydobrzeje. Weekend w dobrych rękach i wróci do Bełchatowa jak nowonarodzona. - tymi słowami mama zakończyła wszystkie tematy związane ze mną. 

Myślałam, że wreszcie mogę spokojnie pooglądać telewizję i zapomnieć o moim dzisiejszym samopoczuciu, ale myliłam się. Mój kochany braciszek zamiast wyjść w piątkowy wieczór z kolegami bądź dziewczyną (czy on w ogóle kogoś ma?) przyszedł do starszej siostry. Może powinnam się cieszyć?

- Czego chcesz mała gnido?
- Ej, bez takich. Przyszedłem dotrzymać ci towarzystwa. Przesuń swój szanowny tyłek. I przytyj trochę, bo jeszcze chwila, a cie włosy do tyłu przeważą.  - kochany człowiek. Serio.
- Coś jeszcze, czy mam cię wyprosić?
- Spokojnie. Próbuję rozgryźć co ci jest. Przecież ty rzadko bywasz chora. Nie licząc grypy każdej zimy.
- Myśl geniuszu. Bo ja kompletnie nie wiem czym mogłam się zatruć. Zestaw z McDonalda jadłam już tysiące razy i nie chce mi się wierzyć, że zatrułam się nim akurat wczoraj.

- Pewnie masz jakąś jednodniówkę. Pogadasz z sedesem i ci przejdzie, mówię ci, siostra.
- Irytujesz mnie gówniarzu.
- wrzasnęłam na Kamila, a on uśmiechnął się i rozłożył na łóżku.
- No przecież żartuję, zero spiny Dominika. Zachowujesz się jak baba w ciąży, a przecież każdemu zdarza się złapać jakieś choróbsko.
-  Pewnie masz rację.



Na moje szczęście, w sobotę czułam się już dużo lepiej, chociaż zdarzyło się, że zakręciło mi się w głowie. Mogłam w miarę spokojnie załatwić trochę roboty, której odłożyć na późniejszy termin nie chciałam i udać się z wizytą do Aśki. Ubrałam moją jesienną, beżową parkę, zwykły biały podkoszulek, ciemne jeansy i czarne botki, a włosom pozwoliłam odetchnąć i wyzwoliłam je od upięcia. Zdaniem Kamila, który postanowił przesiedzieć w moim domu z kolegą podczas mojej nieobecności, wyglądałam, uwaga:  ,,przyzwoicie’’.

Po drodze kupiłam  Redsy, i bez pukania weszłam do mieszkania przyjaciółki. Na stole leżały trzy testy ciążowe, a właścicielka lokum niespotykanym jak na nią skupieniem studiowała ulotkę.
- Dominika! - przerwała zajęcie. - Dobrze, że jesteś! Zaprosiłam was dzisiaj po coś. Musimy zrobić to we trzy.
Wiktoria popatrzyła na mnie i wybuchnęłyśmy śmiechem. Po chwili jednak zapytała:
- Ale po co mamy robić jakiś test, skoro tylko ty masz wątpliwości?
- Dziewczyny. To nie jest zabawne. Boje się, że ja i Patryk wpadliśmy. Spóźnia mi się okres i nie zabezpieczaliśmy się. Proszę was, będzie mi raźniej! - Aśka patrzyła na nas błagalnym wzrokiem.
- Ale przecież to głupota. Nie lepiej wykorzystać trzy tylko dla siebie, dla większej pewności?
- W szafce mam jeszcze dwa. W razie gdybym coś spieprzyła.
- Ale co tu możesz spieprzyć? No dobra. Skoro ci tak zależy, zrobimy tą głupotę, prawda Domka?
- No pewnie. Od tego masz nas, ale bądź świadoma swojej głupoty.
- Kochane jesteście! Najpierw pójdzie Dominika, bo zawsze była najodważniejsza, później Ty, a później ja. 


Aśka chyba naprawdę zwariowała. Ciekawe, czy jak okaże się, że jest w ciąży, my też będziemy musiały zajść, bo będzie jej raźniej? 
Po wszystkim odłożyłyśmy testy, każda w inne miejsce (bo ta panikara uznała, że jeszcze się pomylimy) i zjadłyśmy zamówioną pizzę.

*
- Nie jestem w ciąży, tak! - Aśka krzyczała na całe mieszkanie,  nie pomijając już telefonu do Patryka.
- No i nie dziwne, że ja też nie jestem. Pilnujemy się z Miśkiem w tych sprawach. Teraz ty Dominika, chociaż w sumie to tylko formalność. Aśka, ty i te twoje durnowate pomysły. - Wika spojrzała na ucieszoną Joannę i westchnęła. Ja zaś wstałam i  z uśmiechem na ustach podeszłam do szafki, na której położyłam swój test. 




To co napiszę będzie bez sensu. 


Nadszedł dzień, w którym wreszcie  dodam coś od siebie.
Kiedy naszła mnie ochota na napisanie jakiegoś opowiadania byłam w wydawać by się mogło szczęśliwym związku. Pomyślałam sobie, że stworzę bohaterkę, którą facet potraktuje tak, jak ja nigdy nie chciałam zostać  potraktowana. Kilkakrotnie myślałam, że  słowa: 'Nie kocham cię, już nic do ciebie nie czuje i nic nie jest twoją wina. Po  prostu do takiego wniosku doszedłem.' usłyszane od osoby, która jest całym moim światem pocięłyby moje serce na milion kawałków. Gdy dodałam rozdział trzeci z przemyśleniami mojej bohaterki zrobiło mi się smutno, a dzień po dodaniu rozdziału czwartego usłyszałam dokładnie wyżej cytowane słowa. I co robiłam? Uciekałam. Gdziekolwiek i kiedykolwiek mogłam. Jak ona. Jak Domka. I wiecie co? Rozdział trzeci jest w 80% moją autobiografią, napisaną przedwcześnie. Przepowiednią tego, co się stanie. Przypadek? Ironia losu? Nie wiem. Dziwna sytuacja. Siedząc teraz i pisząc to uśmiecham się do monitora, bo fikcja, coś wymyślonego w mojej łepetynie zaistniało naprawdę, chociaż tak bardzo tego nie chciałam. Wszystko legło w gruzach, tak nagle. Tak niespodziewanie. 

Wiesz, dziękuję ci za ten czas. Za to, że dzięki tobie poznałam swoją wartość i uświadomiłam sobie, jakim człowiekiem jestem . Dziękuję ci za te wszystkie momenty, za to, co dla mnie robiłeś i za to, że byłeś niezależnie od tego co się działo. Za to, że miałam w tobie oparcie i bezpieczeństwo, bo tak często mi tego brakowało. Za to, że czułam się potrzeba i kochana. Za to, że nauczyłeś mnie okazywać uczucia i niczego nie tłumić w środku. Za to, że potrafiłeś jednym uśmiechem poprawić mi humor i za to, że kiedy odwalała mi szajba, brałeś wszystko na klatę i byłeś przy mnie. Mam nadzieję, że samemu lub z inną będzie ci tak dobrze, jak mnie było z tobą. Życzę ci tego. Kończąc ...- T, dziękuję. Kocham Cię. Twoja O.