Wiesz, że krew nam przyśpiesza, a powieki nie chcą opaść...
- Jakiej wody? Co ja tu robie? Gdzie jest
Paulina? Mariusz? Przecież miałam zostać tam! - krzyczałam na Pawła, a on
uśmiechał się tak kojąco, że zmiękłam i przez chwilę patrzyłam prosto w jego
niebieskie tęczówki.
- Najpierw wylałaś wino swojego towarzysza Piotra na sukienkę, później
chodziłaś po tym imprezowo-bankietowo-zabawowym pomieszczeniu u Wlazłych bez
butów, które trzymałaś za to w ręce i chciałaś zbić Bąkiewicza, bo nie lubisz
czerwonego, a jego koszula jak zapewne jeszcze pamiętasz była czerwona. Później
wzięłaś kluczyki, otworzyłaś drzwi, wparowałaś mi do samochodu, powiedziałaś,
że nigdzie z niego nie wyjdziesz, bo chcesz wracać ze mną i tylko ze mną,
rozłożyłaś się na siedzeniu z tyłu i zasnęłaś.
Powiedziałem Paulinie, która pomimo wszystko trzymała się kupy, żeby
lepiej zajęła się swoim mężem imprezowiczem, który zabalował jak ty i jakaś
połowa z gości, a ja cię zabiorę tutaj. Maciej już wie, że tu jesteś. Nie martw
się. Nie narobiłaś sobie wstydu, a ja cie nie zgwałciłem ani do niczego nie
zmuszałem. Położyłem cię tutaj, a sam przespałem się w salonie. I powiem ci jeszcze, że ten twój
kolega to niezły frajer. Wyszedł
dość oczarowany z koleżanką
Mariusza do pokoju dla gości na górę i tyle go widzieli. A ja przez całą
imprezę nic nie wypiłem. Nic.
- Teraz pozwól, że wstanę z łóżka, a ty chociaż na chwilę opuść ten pokój.
Paweł wyraźnie posmutniał.
Ogarnęłam się i ubrałam w rzeczy, które ciągle schowane były w szufladzie.
- Wychodzę, muszę wrócić na niedziele do Warszawy.
-Chyba zwariowałaś! Nie wypuszczę cię z takim kacem do domu! Zostajesz tutaj.
Przynajmniej do jutra, do południa. Bez gadania.
- Ale …
- Naprawdę nie chcę żebyś odjeżdżała dzisiaj. Daj znać Maćkowi, że zostajesz u
mnie do jutra.
- A nie mogę być u Maćka? W domu?
- Nie. Bo o 17, czyli za jakieś 3,5 godziny przychodzą chłopaki i gramy w coś
na X-Boxie. Już wiedzą, że tu jesteś i w sumie to są zadowoleni, pomimo tego,
że miał to być męski zlot.
- Ooo nie, nie mój drogi…
- Ależ tak, tak moja droga. Wygrałem. Nie kłóć się już, tylko ogarnij ten tusz
do rzęs, bo ci zdecydowanie nie do twarzy, a ja jadę do rodziców, bo ojciec
prosił, żebym przywiózł mu jakieś narzędzia. Będę za jakąś godzinę. I nie uciekaj!
Paweł wyszedł, a ja zaraz za nim. Pomyślałam, że wyskoczę do sklepu po parę
rzeczy i zrobię jakąś dobrą zapiekankę. Chciałam się odwdzięczyć za opiekę i za to, że nie pozwolił mi zrobić
niczego głupiego. Byłam zła sama na siebie, że na imprezie zachowałam się wobec
niego nie w porządku chociaż po części sobie na to zasłużył.
Zrobiłam całkiem spore zakupy, bo lodówka jak to często u niego bywa była pusta
i przystąpiłam do robienia potrawy. Chciałam nakryć do stołu, ale właściciel
mieszkania jeszcze nie dorobił się obrusów, więc kiedy tylko skończyłam moje
kuchenne rewolucje położyłam na nim tylko naczynie z zapiekanką, dwa talerze,
sztućce, serwetki, jakieś ładniejsze szklanki i ulubiony sok Pawła, czyli
Caprio o smaku multiwitaminy, a sama przebrałam się w jakieś lepsze rzeczy z szuflady,
która znowu okazała się potrzebna. Ledwo zdążyłam stanąć obok stolika z, a
otworzyły się drzwi. Paweł wytrzeszczył
oczy i powoli do mnie podszedł.
- A co to za święto, że nagle zmienił ci się humor?
- Nie święto. Wiesz, dziękuję za to, no wiesz, wczoraj, a właściwie już
dzisiaj, że się mną zaopiekowałeś. Jestem ci wdzięczna i wcale nie żartuję.
- Nie no, nie musiałaś… I jeszcze powiedz, że zrobiłaś zakupy to już umrę.
- No na następny tydzień powinieneś mieć co jeść.
- Umarłem, wiesz?
- Nie umieraj, bo wystygnie!
*
Ten żarłok zjadł 3 dokładki. Chyba mu smakowało. I nawet włożył naczynia do
zmywarki.
Usiedliśmy na sofie. Paweł włączył telewizor. Oczekując na chłopaków
oglądaliśmy powtórkę jakiegoś telewizyjnego tasiemca.
- Przełącz to mistrzu, może jest coś innego… Paweł?
Mój współtowarzysz najwyraźniej w przeciągu 10 minut przeszedł do trybu
offline. Wykorzystałam więc okazję, że
raczej nie będzie się wiercił i położyłam głowę
na jego ramieniu, tym samym opierając się o jego bok.
*
- A tu co się wyprawia? Już nie macie gdzie spać, tylko na sofie w salonie? -
krzyknął Karol, który razem z Andrzejem najprawdopodobniej weszli bez pukania.
- A może by tak ciszej cymbały?! Po prostu nam się przysnęło, nie?
- Domka, tylko winny się tłumaczy. Już ja tam wiem co jest dobre na kaca! -
Andrzej jak zawsze był niezwykle dowcipny.
- No tak, seks i co z tego? Nikt tu nic nie robił i włączcie już tego X-Boxa,
bo mam ochotę skopać wam tyłek w skokach narciarskich.
Popatrzyłam na Pawła i westchnęłam. Cóż za determinacja. Ci mężczyźni. Czasami
jak dzieci.
Wizyta chłopaków była bardzo miła. Szczególnie wtedy jak siedziałam na barkach
Pawła i biłam Wronę po głowie, a Kłosa
kopałam. To nic, że nasze mini sztuki walki słyszało pół osiedla, prawda?
- A tak całkiem poważnie, to widzę, że miłość kwitnie znów. Zati! Trzymaj ją
teraz i nie puszczaj, bo ci znowu ucieknie.
Po słowach Karola nastała cisza, pomimo której zrobiło mi się dziwnie miło.
- Jeszcze za wcześnie, żeby o czymkolwiek mówić w tej kwestii. - wypaliłam.
- No, no, już ja swoje wiem. - Karol ciągle drążył temat.
- A ja ci powiem, że nie wiesz nic. - no tak Dominika, tego to nawet ty sama
przecież nie wiesz.
- No dobra gołąbeczki, my się zbieramy, a wy grzecznie do łóżek. Tylko dzieci
nie narobić!
Te dwa przygłupy opuściły mieszkanie około godziny 21:30. Nie że się cieszę,
czy coś, ale wieczorny spokój będzie dla mnie i mojej głowy zbawienny.
- Może masz ochotę na jakiś serial, mam parę nowych. Tym razem już raczej nie
będzie drzemki. - zapytał Paweł, który trzymał już w ręce opakowanie z płytami.
- Ta odpalaj to. Zgadzam się na wszystko.
Znowu siedzieliśmy na sofie w salonie przed ogromnym telewizorem i oglądaliśmy
jakiś horror, którego panicznie się bałam. Z resztą jak każdego. Trzymałam
Pawła za rękę, ale w momencie, gdy pani z twarzą potwora goniła swoje własne
dziecko z nożem, aż w końcu go dopadła (a dalej już nie wiem bo zamknęłam
oczy), wskoczyłam mu na kolana.
- Mała, nie bój się, to tylko film. - Paweł pocałował mnie w czoło i przytulił
do siebie.
- Film… Racja. Tylko film. - powiedziałam cicho biorąc jego twarz w swoje
dłonie i nie wiedzieć czemu przyciągając ją do swoich ust. Nasz pocałunek
zmusił nas do zmiany pozycji z siedzącej na leżącą i trwał dość długo, bo
zdążyłam zignorować trzy telefony - jeden od Aśki i dwa od Wiki. Chyba nie do końca byłam świadoma tego, co robię.
- Aha, to tak dziewczyna boi się horrorów!
- Nie mów nic i nie przerywaj. - wypowiadając te słowa zaczęłam rozpinać
pawłową koszulę.
On jednak nie pozostał mi dłużny i natychmiast zaczął majstrować coś pod moją
bluzką, przy staniku.
- Dominika, nawet nie wiesz jakbym chciał, ale my chyba nie możemy tego zrobić,
my nawet nie jesteśmy razem, co mam nadzieję, że jest tylko kwestią czasu.
- Mówiłam ci, żebyś nic nie mówił, tak?
Nie wiem, dlaczego, po co i co chciałam przez to osiągnąć, ale zdecydowałam się
na spędzenie nocy z moim byłym facetem, u niego w domu i w jego sypialni (co
wyraziłam gestem jakim było skierowanie palca w stronę drzwi do niej) i w jego łóżku. Impuls. Emocje. Nie wiem. Nieważne. Pewnie rano będę tego żałować. Ale
chwila, w której Paweł całując mnie zaniósł na rękach do pomieszczenia obok
mogłaby trwać wiecznie.